| Kormoran 9-12.08.2008 |
Co roku planuje dalszy wypad na karpie. W tym sezonie padło na Łowisko Kormoran. Rezerwacje zrobiłem już na początku maja na stanowiska 1 i 2. Szybko się skrzyknęliśmy i wyszło, że jedziemy w czterech Bartosz, Tomek, Łukasz i ja. Postanowiliśmy jechać jednym samochodem i zabrać przyczepkę. Przygotowanie do wyprawy trwało kilka dni. Trzeba było wybrać najpotrzebniejszy sprzęt gdyż nie było wiele miejsca. Gotowanie konopi, wybieranie kulek i szykowanie zestawów zajęło mi 2 dni. We wtorek wieczorem zawożę z żoną cały majdan do Bartosza i pakujemy przyczepkę. Sprawdzam jeszcze pogodę, która nie jest optymistyczna. Duże skoki ciśnienia, opady na przemian ze słońcem nie nastrajają optymistycznie. Chłopaki mają przyjechać po mnie o 2.30 w nocy więc nie pośpimy. Dwie godziny snu mija bardzo szybko i już jestem w samochodzie. Na łowisko docieramy około godziny 6. Okazuje się, że na jedynce łowią Niemcy, więc mamy jeszcze trochę czasu zanim rozpoczniemy wędkowanie. Jedziemy do sklepu, żeby zrobić ostatnie zakupy i robimy losowanie, a ślepy los sprawia, że na 1 będzie wędkował Tomek z Łukaszem, a my z Bartoszem na 2.

Nasz środek transportu
Po rozmowie ustalamy, że chłopaki będą łowić z prawej strony zatoki, a my możemy postawić markery po skosie naprzeciwko pomostu przy stanowisku 1. Rozwijamy obozowisko i o 10 wsiadamy do łódki. Płyniemy pod drugi brzeg i szukamy ciekawych miejsc przy trzcinach. Okazuje się, że pas szerokości około 50 m od trzcin jest całkowicie zarośnięty warstwą moczarki. Od dna rośnie do wysokości 50 cm. Po godzinie pływania znajduje ciekawe miejsce oddalone o 120 m od mojego stanowiska. Kończą się tam gęste rośliny i zaczynają pojedyncze, a głębokość wynosi 1,8 m. Stawiam pierwszego markera. Drugiego 60 m od brzegu na wprost mojego stanowiska. Jest tam twardo i głęboko na 2,5 m. Zanęcam pod markerami konopiami, grubym pelletem i niewielką ilością pokruszonych kulek. Płyniemy jeszcze w lewą część zbiornika. Możemy swobodnie pływać gdyż na łowisku oprócz nas nie ma żadnych karpiarzy. Znajdujemy jeszcze jedno ciekawe miejsce pod lewym brzegiem. Przy samym brzegu leżą płyty betonowe a 2 m od brzegu jest głębokość 1,5 m. Jeśli nikt nie zajmie stanowisk przy grobli będziemy tam stawiać po jednym zestawie. Postanowiliśmy, że wszystkie zestawy wywozimy łódką zdalnie sterowaną, żeby ciężarki jak najmniej wpadały w rośliny, a przy okazji nęcimy po garści zanęty na zestaw.

Widok na prawą część łowiska

Widok na lewą część łowiska
Wracamy do brzegu, bo Łukasz z Tomkiem też chcą popływać. Teraz coś trzeba zjeść i położyć się do namiotu, bo 2 godziny snu to mało. Żar leje się z nieba i w namiocie nie można już wytrzymać, więc po 2 godzinach snu wstaję, żeby obserwować wodę.

Nasza wesoła ekipa
Nic się nie dzieje, żadnych spławek woda jest jak martwa. Zbliża się wieczór przyjeżdżają 2 ekipy, więc trzeba zwinąć wędki z pod grobli. Wieczorna zmiana kulek i wywózka z punktowym donęceniem na zestaw.

Jedzonko dla karpi

Łódeczka zdalnie sterowana
Około 24 idziemy spać. Budzę się o 5.55 wychodzę z namiotu i w tym momencie słyszę piękny odjazd u Tomka. Idziemy zobaczyć, co się dzieje. Tomek stara się wyrwać karpia z zielska. Po kilka minutach to się udaje i karp jest coraz bliżej brzegu. Idzie spokojnie do brzegu tylko czasem wędka mocniej się przygina. Przy brzegu kilka odjazdów, ale widać, że ryba słabnie. Podbierak już gotowy do podebrania rybki a tu nagle żyłka wiotczeje. Ryba się spina. Wszyscy stoimy zdziwieni tym faktem a najbardziej Tomek, który nie popełnił żadnego błędu. Trudno czasem ryby wygrywają walkę. Około 9 zmieniamy kulki i wywozimy zestawy. Ja zmieniam jeden zestaw zakładam prawie metrowy przypon z miękkiej plecionki i kulką pływającą. Do tego zakładam worek z bardzo drobnym pelletem. Wywożę 5 metrów od trzcin w samo zielsko. Może tam siedzą karpie, tylko zastanawiam się jak je w razie brania z tego zielska wyholować. Będę się martwił jak będzie branie. Bartosz wywozi jeden zestaw pod groble z lewej strony. Około 15 słyszymy pojedynczy pisk sygnalizatora. Idziemy zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że to u Bartosza. Stoimy i czekamy, co się będzie działo i w tym momencie na mojej wędce branie opadające. Zacinam i czuje duży opór, ale nie wiem czy zielsko czy jest ryba. Ciągnę coś do brzegu mam nadzieję, że w zielsku siedzi ryba. Okazało się, że to tylko potężna kępa roślin. Branie było na bałwanka z kulek pop up ananas 10 mm solar i tonąca 10 mm truskawka Top Secret W tym momencie odjazd u Bartosza, zacięcie i po chwili luz. Okazało się, że ryba przetarła plecionkę o płyty betonowe. Jesteśmy zdenerwowani, że w ciągu 10 minut dwie ryby wygrały z nami. Wywozimy zestawy w te same miejsca. Siadam przy wędkach i czekam na kolejne branie.

Mamy gościa
Po 40 minutach odjazd na mojej wędce. Zacinam i znów ryba parkuje w zielsku i się spina. Do wieczora nic się nie dzieje jedynie, co kilka minut na przemian pada deszcz i świeci słońce, a wiatr zmienia kierunki. Jest już ciemno, kiedy odzywa się sygnalizator u Tomka. Ryba zaparkowała w roślinach. Tomek napina kij i czeka, co się będzie działo. Po kilku minach karp wychodzi i spławia się na powierzchni, a po chwili ląduje w odbieraku. Waga wskazuje 14,5 kg. Pierwsza ryba na brzegu.

Tomek ze swoją zdobyczą
Z nadziejami kładziemy się do namiotów. Budzi mnie poranne słońce. Noc minęła spokojnie. Śniadanie, poranna kawka i wywozimy zestawy. Nęcimy tylko punktowo na zestaw. Zrezygnowałem całkiem z kulek i sypie tylko konopie i mieszankę różnych pelletów zalanych boosterem. Około 9 zaczyna padać. Siedzimy w namiotach a niebo, co chwila przecinają błyskawice. Burza trwa do 14.

Tomka gryzą komary
Okazało się, że zostaliśmy sami na łowisku. Zwijam jeden zestaw i wywożę pod groblę. Zakładam pop upa Nascha Monster Crab 15 mm i o 17 odzywa się sygnalizator. Zacinam i czuję rybę.

Hol karpia

Wędka pracuje na rybie
Staram się holować ją zdecydowanie. Po drodze czuję jak zbiera kępę moczarki. Po 15 minutach ryba jest pod brzegiem. Adrenalina w moich żyłach szaleje i boje się żeby nie stracić ryby. Tomek cały czas pstryka zdjęcia a Bartosz już czeka z podbierakiem. Jeszcze 2 odjazdy i karp jest mój.

Pierwszy raz karp pokazuje się na powierzchni

Już pod brzegiem

Odjazd

Karp już wymęczony

Już w odbieraku można odetchnąć!

Na macie
Pierwsza ryba z Kormorana. Waga wskazała 12,5 kg. Szybka sesja i karp już odpływa.

Sesja zdjęciowa

Ostatnie zdjęcie

Odpływa
Wywożę zestaw w to samo miejsce i uciekam do namiotu bo kolejna burza jest już nad nami. Leje strasznie i co chwila biją pioruny. Przybiega do nas Łukasz i oznajmia, że złowił karpia 11 kg. Przez deszcz nic nie słyszeliśmy. Około 20 kolejne branie u Łukasza i wyciąga karpia 13,5 kg. Nie przestaje padać i zastanawiamy się, co robić z wywozem zestawów. Wychodzimy z namiotów i w ekspresowym tempie zwijamy zestawy, zakładamy kulki i wywozimy. Jest już ciemno, gdy ostatnie zestawy są na swoim miejscu. O godzinie 2 budzi mnie mój sygnalizator. Wybiegam z namiotu w samych skarpetkach, bo nie ma czasu na ubieranie butów. Ryba szybko wybiera żyłkę, chociaż hamulec jest bardzo mocno dokręcony, aby tylko wędka nie spadła z trioda. Zacinam i czuję dużą rybę. Bartosz już jest przy mnie, proszę go o buty, bo po ulewie jest mokro. Zestaw wywieziony był około 150 m od brzegu, więc szykuje się długa walka. Już czuję, że na żyłce mam kolejną porcję zielska. Ryba idzie spokojnie, ale bardzo ciężko się ją pompuje. Po 30 minutach widzimy, że jest już pod brzegiem. Odjeżdża na 30 m muruje przy dnie. Powoli rusza i już bez problemu Bartosz wsadza ją w podbierak. Schodzę do niego na pomost, bo ma problem z wyniesieniem ryby na matę. W odbieraku jest ryba i masa zielska. Na macie odczepiamy rybę i wybieramy zielsko. Widzę, że ryba jest spora. Waga wskazuje równe 16,5 kg. Ryba połakomiła się na kulkę Duncaena birfood z konopiami w zalewie z kałamarnicy.

Sesja zdjęciowa

Kolejne zdjęcie

Zaraz będziesz w wodzie
To było ostatnia ryba naszej wyprawy. O 10 w sobotę jesteśmy już spakowani i wyruszamy w drogę powrotną. Najbardziej szkoda nam było Bartosza, który nie złowił, żadnej ryby. Każdy jest z nas zadowolony i stwierdzamy, że wrócimy tu za rok. Trafiliśmy na bardzo zmienną pogodę z dużymi wahaniami ciśnienia, co spowodowało, że karpie nie żerowały. Jedynie ostatniej doby mieliśmy lepsze brania i może jak byśmy jeszcze zostali wyniki były by lepsze. Ale i tak, jesteśmy zadowoleni, że poznaliśmy nowe łowisko z dużymi karpiami. Chciałem jeszcze podziękować Darkowi za cenne rady odnośnie łowiska i wspaniałe przypony.
Przemek Bździuch
|
|