Nieaktywowany Użytkownik: 0  September 10 2010 21:15:03
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Forum
  Kontakt
  Szukaj
  "Naj"
  Ostatnie Komentarze

SBK
  O Nas
  Członkowie
  Statut
  Kodeks Etyczny
  Filmy
  Artykuły
  Galerie

>>Członkowie SBK

GALERIE
  Dariusz Burzymowicz
  Roman Guźniczak
  Jacek Tomczyk
  Piotr Kwiatkowski
  Patrycjusz Mikołajczyk
  Bartosz Zapiec
  Przemek Bździuch
  Władek Nowicki
  Arek Aszurkiewicz
  Mariusz Barycza
  Michał Jóźwiak
  Jacek Bednarek
  Tadeusz Żurawski
  Leszek Krzepicki
  I SDK
  II SDK
  III SDK
  V SDK
  IV SDK
  Sprzątanie Krzyni 2007
  Sprzątanie Krzyni 2008
  Sprzątanie Krzyni 2009
  Sprzątanie Krzyni 2010
  Rozpoczęcie sezonu 2006
  Rozpoczęcie sezonu 2007
  Rozpoczęcie sezonu 2008
  Rozpoczęcie sezonu 2009

ZNAJOMI - SYMPATYCY
  Grzegorz "Grenio" Rozmyślak
  Tomek Szuryn
  Wojtek i Kinga
  Dawid
  Łukasz Burzymowicz
  TEAM BYTÓW
  Gang Tomczyków

Łowiska

Ostatnie Artykuły
Jezioro Kartkowo
Burzowa zasiadka Paw...
Malina jestem Roman ...
Targi - Roman Guźniczak
Karpiarz - zimą Roma...
Leszek - film
V Słupskie Dni Karpi...
Podsumowanie 2009
Złap mnie jeszcze ra...
"MOCNY" Jacek
Samotna nocka
Dzika woda
Kormoran 9-12.08.2008
IV Słupskie Dni Karp...
Jezioro Leśne
Jezioro Stojkowo
Zalew Sidłowo koło S...
Rozpoczęcie sezonu 2008
Piórem wędkarza
Sprzątanie Krzyni 2008
Przydatne linki
Adder Carp
Kamimarket
CarpFishSport
DragoMarket
Carpmix
EuroCarp
M6Tackle
Rock World
Carp-Markt
KARP FAN
Carppassion
Teodor Rudnik
PZW Słupsk
CARP TEAM
Człuchowski Klub Karpiowy
Carp Planet
Karpmax
łowiska.pl
Łowisko Bobolice
ŁOWISKO BARDUTA
FOX
Kevin Nash
CC Moore
Bait Service Straubing
Natural Bait
Duncean
Team Janowice
Zabrzański Team Karpiowy
Użytkowników Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 68
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: *_Kulashaker

statystyka
Statystyki
Albumów: 52
Zdjęć: 1868
Artykułów: 34
Komentarzy: 144
Użytkowników: 68
Dzika woda


Zasiadkę nad niewielkim 7 hektarowym jeziorkiem rozpocząłem pod koniec maja.
O wspomnianym jeziorku krążyły legendy, które głównie dotyczyły połowu wielkich karpi sprzed kilkunastu, a nawet dwudziestu lat. Podobno łowione wówczas osobniki osiągały masę nawet ponad 20 kg. Ale wiadomo jak to z różnymi legendami bywa. Latka lecą, plotki się rozprzestrzeniają, a karpie rosną dosłownie w oczach!!! hm…
Dowiedziałem się, że akwen ten zarybiany był karpiem już w latach 60-tych, więc poławiane karpie wydawały się być bardzo prawdopodobne. Niestety po likwidacji PGR-ów jezioro przeżyło koszmar, jak większość zresztą jezior w Polsce. Zmieniało dzierżawców, którzy bezlitośnie eksploatowali akwen przez połowy siatami i prądem! Jeszcze ok. 7 lat temu łowiłem tam szczupaki, nie były to może kolosy, ale na 2, 3 brania podczas kilku godzinnej wyprawy można było liczyć. Później było już coraz gorzej i dałem sobie spokój z wędkowaniem na tym zbiorniku.
Sytuacja zmieniła się w zeszłym roku kiedy jeden ze znajomych wędkarzy postanowił spróbować swoich sił z tamtejszymi karpiami. Efekt był dość zaskakujący, bo udało mu się wyholować przez cały sezon trochę karpi w tym niektóre miały kilkanaście kg. Największy z okazów miał podobno 28kg. Tego największego akurat nie widziałem, ale byłem świadkiem złowienia 15kg karpika. Łowca tej ryby wcale nie okazywał zbyt wielkiego entuzjazmu. Po jego zachowaniu można było wywnioskować-niestety tylko pietnastka!!!
W tym roku osobiście postanowiłem się zmierzyć z „legendarnymi kolosami”.
Zbiornik ten jest malowniczo położony i usytuowany w małej dolince. Jego zachodni brzeg znajduje się przy polu, wschodni otoczony jest młodym brzozowym lasem, a północny zarośnięty jest całkowicie liliami.
Postanowiłem spędzić troszkę więcej czasu nad tym jeziorkiem. Oczywiście były to plany wstępne, uzależnione od efektów jakie miałem osiągać.
Obiektem mojej ciekawości był północno-wschodni brzeg jeziora całkowicie zarośnięty liliami. W ubiegłym roku widziałem tam duże karpie, które pływały przy samej powierzchni i „chwaliły” się swoimi płetwami grzbietowymi. Postanowiłem właśnie tam wędkować, tuż na skraju grążeli. Zaplanowałem wstępne nęcenie i stwierdziłem, że przez kilka dni będę tylko nęcił, dając rybkom szerokie pole manewru na bezstresową konsumpcję!!! Wędkowanie w tym miejscu zaplanowałem na 10 dzień po nęceniu. Zanęcałem tylko i wyłącznie kulkami proteinowymi co drugi dzień. Wybrałem dwa stanowiska: jedno we wnęce między grążelami, a drugie na skraju ok. 3m od grążeli. Początkowo wrzucałem kulki do wody w ilości ok. 30 sztuk na stanowisko usypując z nich ścieżki mniej więcej do 5m w głąb lilii. Głębokość w tych miejscach oscyluje miedzy 2-2,5m. Dno jest twarde i bardzo rzadko widać pęcherzyki gazu unoszące się wskutek żerujących ryb na powierzchni wody.
Po 10 dniu karmienia wybrałem się na pierwszą poranną zasiadkę. Pogoda była słoneczna, a ciśnienie ustabilizowane. Nad wodą byłem o 4 rano. Zestawy zarzuciłem o godz. 4.30 we wcześniej zanęcane miejsca na tonące kulki o średnicy 18mm dodatkowo stosując kilka kulek na nici rozpuszczalnej. Aromatami, które wybrałem były scopex i słodka wanilia duncean’a. Po zarzuceniu zestawów bacznie obserwowałem powierzchnię wody, szukając oznak żerujących ryb. Muszę przyznać, że karpie żerowały dość intensywnie niestety nie w miejscach które zanęcałem i gdzie były zarzucone zestawy. Wydawało mi się że po kilkukrotnym nęceniu praktycznie w samych liliach powinienem mieć jakieś ryby w łowisku. Rybki jednak wybrały sobie żerowisko ok. 70m od mojego stanowiska na otwartej wodzie.
Byłem trochę zdegustowany zaistniałą sytuacją i powoli zacząłem się zastanawiać nad wybranym przeze mnie miejscem. Moje przemyślenia przerwał przyjemny dźwięk sygnalizatora, które skwitowałem szybkim zacięciem! Ryba od razu wpłynęła w głąb liii. Po jakimś czasie udało mi się ją stamtąd wyholować, po czym powtórzyła tą sytuacje jeszcze trzykrotnie i niestety się spięła. Trudno było mi nawet określić wielkość ryby, bo praktycznie cały czas hol odbywał się w liliach. Byłem zły, ale przypuszczałem, że wybierając miejsce przy samych liliach będę miał często do czynienia z takim obrotem sprawy! Karp narobił „trochę” zamieszania w moim łowisku i już tego dnia nie miałem więcej brań.




Na kolejną tym razem popołudniową zasiadkę wybrałem się na drugi dzień.
Pogoda była taka sama jak poprzedniego dnia. Po 3 godzinach wędkowania miałem kolejne branie. Po zacięciu karp oczywiście znowu wpłynął w grążele, ale tym razem tylko raz, po czym „kulturalnie” mijając mój drugi zestaw płynął na otwartą wodę. Myślałem, że nie jest zbyt wielki, ponieważ pływał przy samej powierzchni i raczej łatwo poddawał się narzucanym przeze mnie kierunkom holu. Ryba zrobiła kilka odjazdów wzdłuż brzegu, aż w końcu udało mi się zobaczyć ją w całej krasie. Nogi mi się trochę ugięły, bo spodziewałem się o wiele mniejszej ryby. Największe wrażenie zrobił na mnie jej wielki szeroki ogon. Mimo wszystko udało mi się wprowadzić karpia za pierwszym razem do podbieraka. Wtedy zaczęły się problemy, bo ryba dopiero zaczęła porządnie wojować jak była już w podbieraku! Karp był tak silny, że musiałem odłożyć wędkę i trzymać podbierak oburącz. Na szczęście po kilkudziesięciu sekundach ryba się uspokoiła i mogłem ją spokojnie przenieść na matę. Po zważeniu i zmierzeniu karpia okazało się że przy 96cm długości waży równe 18kg.



Niestety nie wziąłem ze sobą worka karpiowego i byłem sam nad wodą. Musiałem więc zadowolić się słabej jakości zdjęciem ryby z telefonu komórkowego na tle paczki papierosów. Po krótkiej chwili karp wrócił oczywiście do wody.



Kolejny raz pojechałem na ryby dwa dni później z rana. Tym razem wziąłem już ze sobą worek karpiowy i aparat fotograficzny. Zestawy zarzuciłem ok. godz. 4.30. Po dwóch godzinach znowu branie. Tym razem karp okazał się silniejszy i wpłynął bardzo głęboko w lilie. Mimo tego że trzymałem szpulę kołowrotka z całej siły, karp cały czas płynął, przepalając mi palec wskazujący lewej dłoni( trudno mi nawet stwierdzić czy żyłką, czy krawędzią szpuli) i niestety po potężnym spławie w grążelach wypiął się! Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak silną rybą. Cała akcja trwała dosłownie kilka sekund. Roztrzęsiony na brzegu zacząłem się zastanawiać nad wielkością zerwanej ryby. Skoro 18-stka sprzed dwóch dni nie stawiała wielkich oporów, to ile mógł ważyć ten karp?!
Przez kolejne dwa tygodnie nie miałem niestety żadnych brań. Pogoda uległa zmianie i nic ciekawego się nie wydarzyło. Poczekałem na kolejne ciepłe słoneczne dni i znowu zacząłem zasiadkę. Przez dwa dni nie miałem brań, ale widziałem, że ryby żerowały m moim łowisku.
Postanowiłem wytrwale próbować dalej. Trzeciego dnia znowu przyjemny dźwięk sygnalizatora zakłócił mój spokój. Niestety scenariusz bardzo podobny do poprzedniego. Ryba ucieka głęboko w lilie i się spina! Tym razem byłem już mocno zdegustowany, bo trzy kolejne ryby straciłem w taki sam sposób. Wszystkie ryby brały na zestaw zarzucony dosłownie metr od grążeli, a na drugim zestawie, który był zarzucony kilka metrów od lilii nie miałem nawet piknięcia, mimo tego, że również w tym miejscu nęciłem! Łowię stosunkowo blisko brzegu ok. 30m i zastanawiałem się nad tym, że pod wpływem emocji za mocno zacinam ryby, te później wpływają z całym impetem w grążele i całość kończy się na zerwanym pysku ryby. Stwierdziłem, że pokombinuję trochę z zestawami. Założyłem większe, grubsze haki, zwiększyłem ciężarek na centryczny 110g, a zamiast rurki antysplontaniowej założyłem metrowego leadcor’a. Postanowiłem dodatkowo podkręcić hamulce kołowrotka prawie na sztywno, tym bardziej, że mój statyw wyposażony jest w bardzo sztywne gumy podtrzymujące dolniki wędzisk. Tym razem bardzo trudno było wysnuć żyłkę z kołowrotka, ale w razie odjazdu wędki były bezpiecznie przytwierdzone do statywu.
Z takim oto nowo wyposażonym sprzętem wybrałem się na kolejne łowy. Przez kolejne trzy dni nie miałem brania. Następnego dnia zauważyłem, że ryby żerują w łowisku dosłownie kilka metrów od mojego zestawu. Później widziałem pęcherzyki dosłownie w moim zestawie. Nie minęło kilka sekund i jest branie! Tym razem ryba zdążyła wysnuć tylko ok. metra żyłki, a ja nie zacinając uniosłem tylko wędkę. Ryba i tak wylądowała w liliach, ale tym razem nie aż tak głęboko. Po kilku minutach w końcu wypłynęła przecinając kilkanaście łodyg grążeli i miałem już ją na otwartej wodzie. Wiedziałem, że jak tym razem się zepnie to będzie to tylko i wyłącznie moja wina! Po kilku minutach holu i odjazdach karpia wzdłuż brzegu udało mi się wyholować pięknego, smukłego 13,5kg samca mierzącego 90cm. Tym razem włożyłem karpia do worka, czekając na znajomego, który miał mi porobić fotki.
Po 3 godzinach miałem następne branie! Podobnie jak poprzednio, nie zacinałem tylko uniosłem delikatnie wędkę! Ryba oczywiście znowu wylądowała w liliach, ale i tym razem udało mi się ją stamtąd wyprowadzić! Niestety zapomniałem poluzować hamulec kołowrotka. Karp przy samym brzegu zrobił mi bardzo silny ok. 40m odjazd. Podczas odjazdu ryby nie miałem siły utrzymać pionowo wędki i szczytówka wędki była w tej samej linii co żyłka. Wiedziałem, że zrobiłem duży błąd i mogłem znowu naderwać pysk rybie. Ale jednak Karp dalej był na haku! Poluzowałem hamulec w razie kolejnego odjazdu i dalej emocjonowałem się holem! Karp dał się doholować pod sam brzeg i widziałem, że zaczyna się powoli wykładać na bok. Karpia widziałem już w całej krasie. Był dużo większy od poprzedniego. Miał spokojnie ponad 15kg! Stwierdziłem, że jest już gotowy i przygotowałem podbierak. Ryba jednak zrobiła kolejny silny zryw i tym razem niestety się znowu wypięła! Podejrzewam, że przy tym pierwszym odjeździe naderwałem mu dość mocno pysk i wypiął się z tego względu. Ale mimo wszystko byłem zadowolony, bo udało mi się wyprowadzić już dwa karpie z grążeli, a w worku pływał ładny karpik czekając na sesję fotograficzną.
Następnego dnia wybrałem się znowu z rana pełen optymizmu i wiary w siebie, ale nie doczekałem się brania przez cały dzień. Nie tracąc nadziei postanowiłem poświęcić kolejny poranek z nadzieją na dużego karpia. Byłem już trochę wymęczony, bo trzeci dzień z rzędu wstawałem o 3 rano. Postanowiłem, więc się trochę zdrzemnąć. O godz.6.50 obudził mnie odjazd karpia mimo mocno dokręconego hamulca kołowrotka! Znowu opanowałem emocje i nie zacinałem. Ryba oczywiście wylądowała znowu głęboko w liliach. Tym razem jednak po wyprowadzeniu jej z grążeli( co nie było łatwe) poluzowałem hamulec kołowrotka! Ryba robiła odjazdy wzdłuż brzegu i po 15 minutach udało mi się ją wprowadzić do podbieraka. Znowu musiałem odłożyć wędkę i siłować się z rybą oburącz w podbieraku! Podbierak mam duży, ale nie jest on najwyższej jakości! Moje obawy wzrastały wprost proporcjonalnie do dziwnych trzeszczących odgłosów, które wydobywały się z podbieraka wskutek szalejącej ryby! Jednak po jakimś czasie karp się uspokoił i mogłem go położyć na matę! To jednak też nie było proste, bo byłem sam, a karp był cholernie ciężki! Podczas ważenia ryby na mojej 22kg wadze skończyła się skala! Nie myśląc długo wybudziłem znajomego i kazałem mu przyjechać z porządną wagą! Karp pływał sobie w worku czekając na kolejne ważenie, no i oczywiście na sesję fotograficzną. Po przyjeździe znajomego okazało się że karp ma 20,8kg i 98cm długości. Radość była niesamowita! Magiczna „dwójka z przodu” zaliczona!!!



W sumie łowiąc od początku czerwca miałem 7 brań, spędzając ok. 30 jednodniowych zasiadek nad wodą. Niestety na tym jeziorze obowiązuje zakaz połowów w nocy. Musiałem, więc zadowolić się jednodniowymi, kilkugodzinnymi zasiadkami.
Wszystkie brania miałem w upalne bezwietrzne dni ok. godziny przed zachodem lub po wschodzie słońca na 18mm kulki firmy duncean( słodka wanilia, scopex).
Hol łowionych ryb przypominał bardziej hol amurów niż karpi. Ryby mimo głębokości 2,5m od razu po zacięciu wypływały do powierzchni i robiły odjazdy wzdłuż brzegu, a całą siłę pokazywały dopiero przy próbie wprowadzenia do podbieraka i w nim samym! Podejrzewam, że większość z nich była dopiero pierwszy raz na haku.
Nie będę ukrywał, że po cichu liczę na większe karpie, tym bardziej że przede mną jeszcze ponad dwa miesiące dobrego okresu na cyprinusy!
Ze względu na dużą presję kłusowniczą i wędkarską postanowiłem nie zdradzać mojego miejsca połowu.
Pozdrawiam wszystkich Karpiarzy i życzę wytrwałości i sukcesów…

Tomasz Szuryn



Komentarze
Przemek Bzdziuch dnia August 25 2008 16:35:51
Tomek piękne rybki oby tam pływał rekord Polski!
cyprynius1 dnia August 31 2008 16:51:12
PIĘKNE RYBKI POZDRAWIAM smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [1 Głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
Członkowie SBK

Dariusz Burzymowicz


Roman Guźniczak


Jacek Tomczyk


Arek Aszurkiewicz


Andrzej Kucułyma


Piotr Kwiatkowski

Polecamy